Dziś po bardzo długim czasie telewizyjnej abstynencji, oglądałam Rozmowy w toku. Akurat trafiłam na soczysty temat zdrad. Było o tyle ciekawie, że partnerzy podejrzewający swoje drugie połówki o przyprawianie im rogów, mogli sprawdzić wierność ukochanych na wykrywaczu kłamstw. Ale nie o tym dzisiaj będzie.
Zaufanie zaufaniem – mnie zaciekawił stopień zazdrości i podejrzliwości bohaterów dzisiejszego odcinka. Mądrze powiedziała ta wychudzona psycholog z nastroszonymi włosami – miłość nie zazdrości, tylko daje wolność. Oczywiście to zdanie zrozumieją w miarę rozgarnięci ludzie, którzy słowa „wolność” nie będą stawiać na równi z otwartym związkiem, flirtami i poligamią.
Trudno jest zachować równowagę. Widzę to sama po sobie. Jestem chyba dość (o ile nie bardzo) wyrozumiałą osobą jeśli jestem w związku, ale jestem też zazdrosna. Bardziej to pokazuję niż w rzeczywistości przeżywam, ale tak jest. Na dodatek, ta zazdrość nie zawsze tyczy się samych kobiet. To często koledzy, jakieś czynności, przy których mnie nie ma, obejrzenie filmu beze mnie, komputer. Potrafię wtedy buczeć, marudzić, straszyć jakimiś wielkimi konsekwencjami, po czym za sekundę robi mi się głupio i odpuszczam. Odpuszczam nawet w ważnych sprawach, dając wolną rękę, bo wychodzę z założenia, ze związek to dobrowolny układ i coś na kształt inkubatora nowego tworu jakim jestem ja i On. W związku wszystko ma się rozwijać, na nowo kształtować, dojrzewać, rosnąć i kiełkować. To nie poprawczak, w którym daje się zakazy, daje się regulamin, za którego złamanie będzie kara lub nagroda. W związku się nie wychowuje, tylko dopasowuje. To nie germanizacja, ale esperanto. Związek to coś wspólnego, pierwszy owoc wspólnych działań, można powiedzieć nawet, że to dziecko, bo przecież trzeba o niego dbać, chuchać, dmuchać, pielęgnować i pieścić, jak i rozwijać i kształtować.
Mówienie komuś: „taki właśnie jestem, więc się dopasuj” to największa bzdura jaką słyszałam. Straszenie kogoś odejściem, szantaże emocjonalne, śledzenie, szpiegowanie, sprawdzanie, udawane próby samobójstw to kurestwo, a nie miłość. Dzisiejsi goście Drzyzgi nie mieli o tym zbyt wielkiego pojęcia. Siedzący w czapeczce z daszkiem, jakiej nie powstydziłby się Hyzio, Dyzio lub Zyzio, facet był przekonany, że jego narzeczona zdradza go nawet podczas 15-minutowego postoju na stacji benzynowej, a raczej podczas 3-minutowego pobytu w toalecie (przez resztę czasu tankowała samochód i stała w kolejce po hot-dogi). Inny koleżka wymagał od swojej dziewczyny (wypisał to nawet markerem na tablicy) kilku rzeczy: -dostępu do jej skrzynki odbiorczej w telefonie (nie chciał czytać SMSów, ale chciał móc wiedzieć od kogo je dostaje), -wiedzy na temat tego, gdzie się znajduje, -wiedzy na temat tego, co aktualnie robi (oczekiwał sprawozdań niemal minuta po minucie, aczkolwiek twierdził, że 1 SMS na 4 godziny wystarczy), -zaprzestania kontaktów z koleżanką, z którą jego dziewczyna wychodzi na spacery, -ustalenia tematów rozmów, na które dziewczę może rozmawiać lub nie.
Przyznam szczerze, że nie wytrzymałam i wyłączyłam telewizor. Ale po chwili pomyślałam, że Ci faceci (oprócz tego że mają minusową samoocenę, tragiczną pewność siebie i tych kobiet zwyczajnie w świecie nie kochają), są po prostu tępi. Nie dość, że wszystkie z tych kobiet prędzej czy później od nich odejdą, to jeszcze właśnie najprawdopodobniej ich zdradzą. I to wcale niekoniecznie z kimś z uczelni, pracy czy z chłopakiem z kolejki na stacji benzynowej. One kiedyś wpiszą sobie pierwsze lepsze www i zwierzą się komuś nieznajomemu z sieci. Najpierw będę chciały słuchać rad na temat swojego gnijącego już związku, potem zaczną zauważać jeszcze bardziej wady swoich partnerów, aż zaczną krok po kroku od nich uciekać. Najpierw słowami na klawiaturze, potem myślami, jeszcze później zaczną odsuwać dłonie, odwracać się w łóżku plecami, a zamiast seksu zaczną dawać buziaki w czoło i wykręcać się trzytygodniowym okresem. Aż zdradzą.
I to nie prześpią się ze swoim nowym przyj@cielem. One zdradzą html-em.
Co, że niby się nie da? Będą myśleć o tym, że gdzieś indziej, z kimś innym byłoby im lepiej. Będą wizualizowały sobie pierwszy spacerek, spotkanie, kawkę, winko, kolacyjkę… Będą marzyły o tym, żeby koleg@ złapał je za rękę, żeby był nimi oczarowany, żeby je zdobywał i podziwiał takimi jakimi są. Że im powie: „Bądź sobą, taką cię lubię najbardziej”. I powiem Wam, drodzy Panowie (i Panie również), że to będzie zdrada ostateczna. Gorsza od pójścia z kimś na całość.
Więc żeby do tego nie doszło, trzeba być wyrozumiałym, otwartym na drugiego człowieka. Trzeba ufać. Ale zaufanie trzeba wyrobić. A jak się kogoś podejrzewa, to jak zaufać? Przecież jak zaufam, a on(a) zdradzi, wyjdę na frajera, a nie zniosę tej świadomości przed samym sobą. I tak wracamy do punktu wyjścia.
Ja mam to szczęście, że mam zdrowe podejście i ufam. Bo strach przed porażką boli o wiele bardziej, niż samo game over.
